Siły Zbrojne RP po czterech latach

Za kilka tygodni pracę zakończy parlament RP VIII kadencji. To właściwa pora na zadanie sobie ważnego pytania: czy Rzeczpospolita Polska jest dziś lepiej przygotowana do neutralizacji zewnętrznych zagrożeń, niż w roku 2015?

Najkrótsza odpowiedź brzmi niestety: nie, nie jest.

Art. 26 konstytucji RP

1.
Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic.

2.
Siły Zbrojne zachowują neutralność w sprawach politycznych oraz podlegają cywilnej i demokratycznej kontroli.

Polskie Siły Zbrojne –
droga do modernizacji

Bezpieczeństwo kraju zawiera się w dwu sferach: wewnętrznej i zewnętrznej.

Bezpieczeństwo wewnętrzne zapewniają służby państwowe, wśród nich policja, straż graniczna, straż pożarna i wiele innych. Na straży bezpieczeństwa zewnętrznego i nienaruszalności granic stoją Siły Zbrojne RP; neutralne w sprawach politycznych i podlegające demokratycznej kontroli.

Od czasu przystąpienia Polski w 2004 roku do Sojuszu Północnoatlantyckiego Siły Zbrojne RP przechodziły proces przystosowywania struktur i zdolności bojowych do natowskich standardów, a nakłady na modernizację armii zwiększano, utrzymując je na stałym poziomie 2,0% PKB. Zdolności bojowe jednostek Wojska Polskiego weryfikowane były skutecznie podczas wielu misji zagranicznych, wśród nich w Iraku i w Afganistanie.

Konieczna była wszak przyspieszona modernizacja armii. W 2013 roku rząd podjął odważną decyzję strategiczną o utworzeniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej; spółki akcyjnej, skupiającej cały państwowy potencjał badawczy, produkcyjny i handlowy przemysłu obronnego.

Równocześnie w Ministerstwie Obrony Narodowej powstało czternaście programów modernizacyjnych. PGZ opracował strategię rynkową, by móc konkurować i kooperować z międzynarodowymi koncernami zbrojeniowymi. Wokół Sił Zbrojnych zaczęło formować się przemyślane i spójne otoczenie zaopatrzeniowe. Sukcesywnie realizowane były plany zakupowe. Rząd przeprowadził i rozstrzygnął postępowanie przetargowe na dostawę śmigłowców Caracal, mających zastąpić przestarzałe maszyny radzieckie. Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi rozpoczęły inwestycje, mające umożliwić kooperację, a z czasem produkcję francuskiego sprzętu.

W 2015 roku, po zmianie rządu, można się było spodziewać, że bezpieczeństwo państwa, wobec wzrastającego zagrożenia zewnętrznego, będzie jednym z priorytetów nowej władzy, a wysiłki modernizacyjne będą kontynuowane. Ku zdumieniu publiczności polskiej i międzynarodowej dzieje się inaczej.

Upokarzanie wojska

Ministrem Obrony Narodowej nie został, wskazywany wcześniej kandydat, ale Antoni Macierewicz. Urzędowanie rozpoczął od spektakularnego nocnego wejścia do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, zerwania kontraktu na śmigłowce Caracal oraz upokarzania wysokich dowódców Sił Zbrojnych RP zachowaniem swego protegowanego Bartłomieja Misiewicza.

Jednak przede wszystkim nowy minister zaczął od zwolnień. Armia straciła 8 393 oficerów. Ze stanowisk dowódczych w Sztabie Generalnym zwolniono 90% ludzi, a w Dowództwie Generalnym ponad 80%. Jednocześnie weszły w życie przepisy pozwalające awansować oficerów o dwa stopnie podczas jednej nominacji. Ta decyzja spowodowała falę przedwczesnych awansów i źle wpłynęła na morale żołnierzy. Pojawiło się też pytanie, czy armia nie utraciła politycznej niezależności, gwarantowanej przez konstytucję?

Nieuzasadnione merytorycznie, masowe zmiany kadrowe w Polskich Siłach Zbrojnych, niemające precedensu w historii III RP, skutkowały odpływem kompetencji i ugruntowanych personalnych relacji w strukturach NATO.

Charakterystyczna jest historia dwugwiazdkowego generała, polskiego przedstawiciela wojskowego przy komitetach wojskowych NATO i UE, który wygrał konkurs na komendanta NATO Defence College w Rzymie. Stanowisko obsadzane zazwyczaj przez generałów brytyjskich i amerykańskich przypadło tym razem Polakowi. Jednak nie pasował on do nowego klucza partyjnego i został, ku zdumieniu oficerów NATO, odwołany do Polski. Zaufanie alianckich oficerów do Polski zdecydowanie spadło.

Plany modernizacji do kosza

Rozkręcane mozolnie programy sukcesywnego przezbrajania i wyposażania wojska w sprzęt odpowiadający współczesnym warunkom walki wyrzucono do kosza. W ich miejsce nie pojawiła się żadna inna spójna wizja modernizacji armii.

Do publiczności docierają tylko buńczuczne zapowiedzi zakończenia pełnienia przez MON funkcji centrali zakupu uzbrojenia od zagranicznych koncernów. Podobnie jak obietnica miliona elektrycznych samochodów, ta deklaracja boleśnie demaskuje rzeczywistość. Wszystkie nowe zakupy rząd realizuje w amerykańskich koncernach, nie dbając nawet o pozory; nie ogłasza, pozornych choćby, negocjacji przetargowych. Gorliwie wypłaca producentom zaliczki i godzi się na ich ceny. Dlaczego? To proste; jeśli ogłasza się publicznie, że będzie się kupować tylko w jednym sklepie, sprzedawca może dyktować ceny i nie musi być nawet uprzejmy. Może sobie pozwolić na odwołanie wizyty u partnera i pojechać na golfa.

Zakupy ad hoc

Ponieważ nie opracowano żadnego publicznie znanego dokumentu strategicznego, z którego powinno wynikać, do jakich zagrożeń należy przygotować państwo, pojawiają się nagłe pomysły zakupów. Prezydent pojechał do Australii kupować stare fregaty, których właściciele chcieli się pozbyć. Kiedy transakcja była gotowa, premier – jak donosiły media – nie zgodził się na podpisanie umowy. Zamiast Caracali ani armia, ani marynarka nie otrzymały żadnych nowych śmigłowców. Najnowocześniejszy w kraju system pozwalający malować śmigłowce zajmuje się pokrywaniem farbą przyczep samochodowych.

W 2019 roku MON przeznaczyło na modernizację Sił Zbrojnych 12,5 miliarda złotych. Jak pokazują ostatnie raporty nt. obronności i bezpieczeństwa, z tej puli finansuje się zakupy między innymi dla policji i straży granicznej. Jeżeli dodać do tego osłabianie wojsk operacyjnych finansowaniem Wojsk Obrony Terytorialnej, okaże się, że największe zagrożenia dostrzegane są wewnątrz kraju. Należałoby więc zadać kolejne pytanie, czy oznacza to, że władze najbardziej boją się Polaków?

Pieniądze, które Polacy przeznaczają na obronę, wykorzystywane są do tworzenia stref komfortu dla ludzi władzy. Samoloty dyspozycyjne, mające pełnić funkcje powietrznych centrów dowodzenia, członkowie rządu i parlamentu, a także prezydent, wykorzystują do podróży na narty, nad morze, lub na spotkania partyjne i miesięcznice smoleńskie. Warto pamiętać, że na ten luksus wydano 2,5 miliarda złotych z funduszu modernizacji WP.

              Czołgi na parady

To polscy żołnierze mieli dysponować lepszą bronią i ochroną. Tymczasem, po luksusowych zakupach pieniędzy wystarczy na remont zabytkowych czołgów T 72, które miały być dawno wycofane z uzbrojenia Sił Zbrojnych. Ale na defiladach prezentują się pięknie. A parady, to jedyna aktywność wojskowa, która w rzeczywistości interesuje obecnych działaczy.

Czystka personalna, kadry z nomenklatury, spadek wiarygodności sojuszniczej w NATO, przerwanie programów modernizacji armii, zakupy i modernizacje ad hoc – to tylko niektóre powody, dla których pilna jest zmiana kierownictwa politycznego odpowiedzialnego za ostatnie cztery lata degradacji wartości Sił Zbrojnych.

     Wiemy, jak ważne są godne warunki życia, opieka zdrowotna, efektywna szkoła, sprawiedliwe sądy. Pamiętajmy jednak, że aby to wszystko działało należycie, potrzebujemy własnego państwa, wolnego i niezależnego. A na jego straży stoi wojsko, wypełniające swój obowiązek bardziej albo mniej skutecznie, w zależności od woli i kompetencji ludzi kierujących obronnością.

Artur Kołosowski,
generał brygady
(rez.)

No Comments Yet

Comments are closed

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank