Od świtu po noc Szkoła po reformie

Rozpoczął się nowy, inny niż zawsze, rok szkolny w naszych szkołach średnich. Wszyscy z niepokojem myśleliśmy o tym od pół roku i tak jak przewidywaliśmy jest ciężko. Dwa roczniki uczniów znalazły się w tym samym czasie w tej samej szkole. Będą więc starsze klasy – pierwsze po gimnazjum i młodsze klasy – pierwsze po szkole podstawowej. I tak będą szły ramię w ramię przez trzy lata, aż klasy po gimnazjum zakończą szkołę średnią, a rok później zrobią to po czwartym roku nauki klasy po szkole podstawowej.

Uczniowie, nauczyciele – dyrektorzy!

Trzy lata w przepełnionej szkole, realizujący różne programy uczniowie jakoś przetrwają, bowiem największa odpowiedzialność i trudna logistyka spoczywa na nauczycielach. Pogodzić dwa programy w ciągu jednego dnia przez trzy lata będzie dla nich nie lada wyzwaniem, ale nauczyciel nigdy nie był głaskany po głowie i jak zawsze poradzi sobie w trudnych, ekstremalnych sytuacjach, jeżeli już podjął rękawicę reformy. Gorzej mają dyrektorzy szkół. Dyrektor musi to wszystko ująć w karby planu lekcji i zapełnić wakaty po nauczycielach, którzy odeszli do spokojniejszej i lepiej płatnej pracy.

        Odwiedziłam kilka liceów powiatu grodziskiego i natknęłam się na wir pracy i zabieganą kadrę nauczycielską. Nie mogłam porozmawiać ze wszystkimi, ale znalazł dla mnie chwilę Dyrektor Zespołu Szkół Nr 1 w Grodzisku Mazowieckim i oto co usłyszałam:

W szkole powstało 14 oddziałów klas pierwszych, dwa razy tyle co w zeszłym roku. Wszyscy ubiegający się, jeżeli przeszli weryfikację, znaleźli miejsce w szkole. Szkoła przygotowała i dostosowała pomieszczenia dla dwa razy większej liczby uczniów. Nie wystarczyło niestety kadry pedagogicznej, ale Dyrekcja przyjęła 17 nowych nauczycieli, co jest na pewno dużym sukcesem.

Każdy uczeń będzie więc realizował profil zgłoszony podczas rekrutacji. Nie będzie niestety zajęć dodatkowych gdyż nie jest to zależne od szkoły, a od jednostki prowadzącej – powiatu. I teraz pozostaje jedynie dopięcie planu lekcji.

Jak wynika z rozmowy lekcje będą odbywać się na dwie zmiany, stały plan nie jest jeszcze gotowy, bowiem trudno go ułożyć, więc uczniowie pracują według planów tymczasowych.

Zasięgnęłam też opinii nauczycieli z innych szkół i ogarnęło mnie przerażenie, kiedy uzmysłowili mi, co czeka wszystkich nauczycieli i uczniów w tym roku.

Przepełnienie i ciasnota

Przede wszystkim bardzo duże przepełnienie w za małych klasach i na korytarzach. W salach komputerowych po dwoje, troje uczniów przy jednym komputerze, ciężka praca na dwie zmiany, a zmęczonych nauczycieli czasem przez wiele godzin w ciągu dnia. Ze względu na liczne klasy powstaje niebezpieczeństwo związane z brakiem opieki na przerwach i dostępności do dróg ewakuacyjnych.

Trudności z dojazdem do szkoły w zatłoczonych autobusach szkolnych. Nikt nie pomyślał o kolejkach do toalet, o tłoku w przebieralniach i szatniach, ani o tym, że gdy po szkole przemieszcza się tłum, łatwo o tragedię. Wielu nauczycieli masowo zaczęło opuszczać szkoły publiczne, ponieważ uważają, że zmęczony nauczyciel nie jest w stanie realizować rzetelnie programu ani prowadzić ciekawych zajęć.

Brakuje kadry

Z braku nauczycieli ucierpią przedmioty, które nie będą na odpowiednim poziomie, albo wcale nie będą realizowane. Uczniowie w desperacji ruszą wtedy na poszukiwanie korepetycji, co jeszcze przedłuży dzienny cykl nauki. Główne braki kadrowe występują w przedmiotach ścisłych: matematyka, fizyka, informatyka. Brakuje też psychologów. A już na pewno nie uda się stworzyć obiecanych gabinetów dentystycznych ani stołówek.

Pretensje do MEN, za nieprzygotowaną reformę, płynące ze szkół świadczą o wielkim rozżaleniu nauczycieli i obawie o dalszy byt naszej oświaty. Rozżaleni są, bo nikt nie docenił ich ciężkiej pracy natomiast władza postanowiła ich rozliczać z każdego spóźnienia czy nieobecności na dyżurze, a dyrektorzy zostali zobowiązani o tych incydentach powiadamiać kuratorium.

Nieco inaczej przedstawia się sytuacja w szkołach społecznych obleganych jak nigdy dotąd. Nauczycieli tam nie brak, bowiem zarobki są wyższe i warunki lepsze, a młodzież uczy w mniej licznych klasach.

         Trudne trzy lata

Podsumowując, będzie to wyjątkowy rok szkolny, a może nawet wyjątkowe trzy lata. Wszyscy stają do pracy w przekonaniu, że nie może tak być w edukacji, żeby nauczyciele mieli trudności z przekazywaniem wiedzy. Przecież niełatwy proces nauczania powinien odbywać się bez utrudnień, w atmosferze spokoju i stabilności, ze swobodnym dostępem do wszystkich zdobyczy cywilizacji, a nie w stresie, zniechęceniu i przemęczeniu. Czyżby władza była pozbawiona empatii i zdrowego rozsądku? Czy nasza młodzież nie zasługuje na przyjazną szkołę? Czy sprawcy tego chaosu śpią spokojnie?

Ewa Śnieżek

KONTROLA NIK

Kontrolą przeprowadzoną od października 2018 r. do końca stycznia 2019 r. objęto 97 jednostek, w tym sam MEN oraz 48 szkół publicznych i 48 jednostek samorządu terytorialnego. Inspektorzy przyjrzeli się działaniom z lat 2016–2018 i stwierdzili, że Anna Zalewska „nierzetelnie przygotowała i wprowadziła zmiany w systemie oświaty”. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie dysponowało „pełnymi i rzetelnymi” informacjami na temat m.in. kosztów reformy, stanu przekształcenia lub likwidacji gimnazjów czy możliwości przyjęcia do szkół podwójnego rocznika.

Problemy strukturalne

Zdaniem NIK w związku z wprowadzonymi od 1 września 2017 r. zmianami w systemie oświaty warunki nauczania w ponad jednej trzeciej szkół (34 proc.) pogorszyły się, a w ponad połowie (56 proc.) nie nastąpiła poprawa.

We wspomnianej jednej trzeciej szkół – zdaniem kontrolerów – zwiększyły się trudności z ułożeniem planu lekcji „zgodnego z higieną pracy umysłowej”, wzrósł współczynnik zmianowości czy zwiększyła się rozpiętość godzin, w jakich prowadzone są obowiązkowe zajęcia (np. przesunięto termin rozpoczynania lekcji na godzinę 7.10, tygodniowe różnice w rozpoczynaniu zajęć wynosiły 3–4 godziny, były przypadki kończenia lekcji o 18.15). Zmniejszyła się dostępność pracowni przedmiotowych, sal gimnastycznych, częściej lekcje wychowania fizycznego odbywały się np. na korytarzu.

 

Minister „reformuje”, samorządy dopłacają

Pieniądze – to od początku była kość niezgody zwłaszcza między MEN a samorządami. Źródłem finansowania zmian miała być, oprócz pewnych oszczędności po stronie samorządów, także subwencja oświatowa, czyli środki, jakie władze lokalne otrzymują od rządu. Ta w latach 2014–2017 wzrosła do 41,9 mld zł (o 6,1 proc.). Z kolei wydatki samorządów na zadania oświatowe zwiększyły się z 62,5 mld do 70 mld zł, a więc o 12,1 proc. Udział subwencji oświatowej w tych wydatkach zmniejszył się z 63 do 60 proc. Z raportu NIK wynika, że nieraz skutki reformy okazywały się odwrotne od oczekiwań ministerstwa. I tak np. projektując zmiany, założono zmniejszenie kosztów kształcenia w przeliczeniu na ucznia. Jednak średni wydatek bieżący na jedno dziecko w szkołach prowadzonych przez kontrolowane gminy… wzrósł w 2018 r. o 6,4 proc. w stosunku do roku 2016. Podobnie było z założonymi oszczędnościami po stronie samorządów z tytułu dowożenia uczniów za lata 2017–2018. Miały one wynieść 82 mln zł. Jednak ze sprawozdań budżetowych wynika, że jest na odwrót – koszty wzrosły łącznie o 35,7 mln zł.

– Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by wiedzieć, czym ta reforma się skończy. Przestrzegaliśmy przed tym i dziś nie mamy satysfakcji, że mieliśmy rację – komentuje Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. Prezydenci 10 największych miast złożyli w Ministerstwie Finansów wezwania do zapłaty na łączną kwotę ponad 103 mln zł, które wydali – ich zdaniem niesłusznie – na dostosowanie szkół do zmian narzuconych przez rząd.

No Comments Yet

Comments are closed

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank