Szanuj zdrowie

                                                                                                                            Jan Orgelbrand

„Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz, stracisz życie”

Na początku istnienia obecnego systemu publicznej ochrony zdrowia ten pan (lub pani) nazywał się „lekarzem pierwszego (jak dodawali niektórzy – i ostatniego) kontaktu”. Potem nazwano go „lekarzem rodzinnym”. Dziś mówi się o nim jako o „lekarzu podstawowej opieki zdrowotnej”.

Natomiast zawsze był najbardziej zawodnym i kosztownym elementem systemu. Tak naprawdę stał się ludzkim urządzeniem do wypisywania recept i skierowań do specjalistów. Szkoda tylu dobrych i wykształconych lekarzy. Zostali zmiażdżeni przez „system”. W kampanii wyborczej słyszę hasło i wołanie: zmniejszyć kolejki na SOR-ach.

Dlaczego kolejki na SOR?

Słusznie, bo Szpitalne Oddziały Ratunkowe, jak sama nazwa wskazuje, mają służyć do ratowania ludzi z opresji zagrażającej życiu, gdzie nie ma czasu na czekanie. Tymczasem w istocie są nocnymi przychodniami, pod hasłem ”źle się czujesz, idź na SOR”. Z tego powodu tylko stosunkowo niewielka część pacjentów (czy raczej klientów) SOR-u to przypadki trudne i nagłe, wymagające interwencji szpitalnej. Na ogół to ofiary systemu podstawowej opieki zdrowotnej. Bo kolejki na SOR-y nie wzięły się znikąd.

Dziś lekarz podstawowej opieki zdrowotnej otrzymuje tak zwaną „stawkę kapitacyjną” z naszej obowiązkowej składki zdrowotnej – za każdego zarejestrowanego u niego pacjenta. Jak poprzednio pisałem wynosi ona średnio mniej więcej 160 zł rocznie, na dzieci, cukrzyków i seniorów nieco więcej, na „zwykłych” Obywateli nieco mniej. W zamian za to ma wykonywać następujące zadania (wypisałem ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia zakres lekarza POZ):

  • profilaktykę chorób, w tym badania i porady w ramach profilaktyki wieku rozwojowego oraz szczepienia ochronne,
  • świadczenia profilaktyki chorób układu krążenia,
  • udzielanie porad w leczeniu schorzeń, w tym zapewnienie diagnostyki laboratoryjnej oraz obrazowej i nieobrazowej (EKG, RTG, USG) zgodnie z obowiązującym wykazem,
  • wykonywanie zabiegów w gabinecie zabiegowym i w domu pacjenta,
  • orzekanie o stanie zdrowia,
  • inne świadczenia wynikające z potrzeb populacji objętej opieką, w tym: kierowanie do poradni specjalistycznych i na leczenie szpitalne, kierowanie na rehabilitację i leczenie uzdrowiskowe, kwalifikowanie do świadczeń transportu sanitarnego w POZ i wystawianie zleceń przewozów,
  • wystawianie zleceń na realizację świadczeń pozostających w zakresie zadań pielęgniarki POZ,
  • wystawianie zaświadczeń dotyczących stanu zdrowia pacjenta.

Z kolei pielęgniarka POZ ma wykonywać następujące czynności:

  • świadczenia profilaktyczne u dzieci od urodzenia do pół roku, w tym: wizyty patronażowe w trzecim-czwartym miesiącu życia i – o ile w czasie tej wizyty zostały stwierdzone zaburzenia stanu zdrowia dziecka – także w dziewiątym miesiącu życia dziecka, testy przesiewowe w dwunastym miesiącu życia dziecka oraz w wieku 2, 4 i 5 lat,
  • świadczenia profilaktyki gruźlicy,
  • świadczenia lecznicze, w tym: wykonywanie iniekcji i zabiegów na podstawie zleceń lekarzy ubezpieczenia zdrowotnego w gabinecie pielęgniarki POZ i w domu pacjenta,
  • świadczenia diagnostyczne, w tym: pobieranie materiałów do badań diagnostycznych na podstawie zlecenia lekarza POZ, w sytuacji gdy pobranie z przyczyn medycznych powinno być zrealizowane w domu pacjenta,
  • świadczenia pielęgnacyjne i rehabilitacyjne, w szczególności dla osób, u których występuje ograniczenie sprawności psychofizycznej w wyniku choroby.

Całodobowa poradnia?

Kiedy już Obywatel czytający te wykazy otrząśnie się ze zdumienia i nerwowego śmiechu i przypomni sobie, kiedy był przyjęty „od ręki”, i dostał tam badanie EKG, prześwietlenie rentgenowskie lub USG (jak sobie nie przypomni, będzie to prawidłowa reakcja), to następnie dowie się, że zapewnienie diagnostyki laboratoryjnej oraz obrazowej i nieobrazowej (EKG, RTG, USG) ma odbyć się na koszt lekarza. Na koszt lekarza, czyli uszczuplić jego dochody. A te dochody to dla lekarza mającego dwa tysiące podopiecznych (taka jest norma) wyniosą około 26 tys. zł, miesięcznie. Do tego dochodzą pieniądze za poradę udzielaną w stanach nagłych spoza.oo listy zadeklarowanych pacjentów itp. Z tej kwoty zapłacić musi koszty funkcjonowania. A nikt nie lubi, kiedy musi płacić. Dlatego lepiej pacjenta nie prześwietlić, taniej wysłać na SOR, tam go zdiagnozują, a kasa zostanie.

Pielęgniarka dostaje prawie 40 zł rocznie za naszą głowę, co przy dwutysięcznej liście daje ok. 6600 zł miesięcznie. Zważywszy na to, że wszystkie koszty funkcjonowania lokalu poradni ponosi lekarz lub pielęgniarka, nie jest to oszałamiająca kwota. Gdzie zatem tkwi błąd w systemie, owocujący kolejkami w SOR-ach i nie tylko tam? Moim zdaniem w złym obsadzeniu roli „lekarza pierwszego kontaktu” w systemie.

Przede wszystkim powinien on być pomocą w stanach nagłych, takich jak grypa i inne mało skomplikowane dolegliwości, które, jak na na złość zdarzają się zwykle po południu lub wieczorem. Tymczasem poradnia lub gabinet POZ zamyka podwoje o 18.oo, góra o 19.oo. I wtedy pędzimy na SOR lub do tzw. NPL (Nocnej i Świątecznej Pomocy Lekarskiej), która zarządzeniem Pana Konstantego Radziwiłła (oby się za to smażył w piekle) jest tylko przy szpitalach. W tym specjalistycznych, w związku z czym szpital ortopedyczny musi obsłużyć małe dziecko, szpital ginekologiczny starszego pana itd.

Dlatego poradnia POZ powinna być całodobowa i dlatego z tego samego powodu powinien ją obsługiwać nie jeden, ale zespół lekarzy, w tym pediatra. I znowu mamy tu do czynienia z fatalnym, ahistorycznym ”syndromem bryczki”, polegającym na tym, że lekarz (i szpital) ma być pod ręką, właśnie w zasięgu podróży bryczką. Dziś, w epoce samochodu u każdego nie jest to konieczne. Da się dojechać kilkanaście, nawet kilkadziesiąt kilometrów, a dla ciężko chorych jest transport medyczny z helikopterem włącznie. Zresztą lekarz ma samochód i też może dojechać, czemu nie; chyba że mu się nie chce.

Sprzęt w poradni

Ale żeby było naprawdę dobrze, taka poradnia powinna być wyposażona w tak dziś banalne urządzenia, jak USG, aparat RTG (to dziwo ma dziś każdy dentysta, ale dentyści nie są „na NFZ”); szybkie testy diagnostyczne (są na świecie takie wynalazki)… Po drugie: Zadaniem lekarza POZ powinno być „rozprowadzanie pacjenta” po specjalistach. Nie tylko napisanie i wręczenie skierowania (dostanie się za kilka lub kilkanaście miesięcy), ale umówienie go na konkretny termin z konkretną placówką albo wręcz lekarzem specjalistą. Leczenie jest sprawą lekarza, a nie pacjenta. To nic odkrywczego, taki jest model w świecie, do którego cywilizacyjnie aspirujemy.

Natomiast darujmy sobie zadanie ”profilaktyka chorób”, bo jak wiadomo, lekarz żyje z choroby, a nie z reklamowania zdrowia. Oczywiście, nie jest prawdziwą profilaktyką rada: „proszę nie palić”, „proszę chodzić na spacery”, i tym podobne banały; profilaktyka polega na systemowych działaniach, które trzeba powierzyć samorządom i wyspecjalizowanej poważnej strukturze zdrowia publicznego (w tym oddzielenie Ministerstwa Zdrowia, zajmującego się chorobami od Urzędu Zdrowia Publicznego), z poważnym budżetem (z akcyzy alkoholu i tytoniu) i poważnymi możliwościami.

Pieniądze!

Po trzecie i kluczowe: finansowanie takiego systemu. Stawka kapitacyjna okazała się walnym czynnikiem kapitacji systemu. Dlatego trzeba przejść na tradycyjny pofenicki system płacenia za usługę medyczną, tak jak płaci się fryzjerowi, kosmetyczce, hydraulikowi, sprzątaczce.

Żeby nie było wątpliwości: trzeba zachować solidarnościowy system ubezpieczenia zdrowotnego oznaczający, że w chorobie jesteśmy równi. I że biedny ma takie samo prawo do zdrowia, jak bogaty (i tak praktycznie ma mniejsze prawo, bo gorzej żyje).

Dlatego z grubsza rzecz biorąc powinno być tak: samorządy lekarski i pielęgniarski (także innych zawodów medycznych) wraz z rządem i z reprezentacją pacjentów raz na rok ustalają urzędowe stawki porad i innych czynności lekarskich lub pielęgniarskich. A pacjent wyjmuje z kieszeni i płaci ile trzeba, zaś organizacja finansowa (taka Kasa Chorych) natychmiast zwraca, oczywiście w ramach urzędowej ceny. Co powyżej, bo doktor jest wzięty i ma wyższe ceny, to dopłaca pacjent. Ale może się ubezpieczyć dodatkowo.

Tu uwaga: jest mitem, że to musi być drogie. Nie musi i na świecie nie jest. Chodzi tylko o to, by dodatkowo ubezpieczyło się dużo ludzi. Przy kilku milionach ubezpieczonych, stawka będzie w granicach kilkunastu złotych miesięcznie. Takie ludzkie autocasco z niejasnych powodów jest torpedowane przez populistów od lewa do prawa. Mówią: a jak kogoś nie stać na zapłacenie doktorowi? I na to świat już odpowiedział: może zapłacić gmina, może zapłacić ZUS, a potem się rozliczyć z Kasą Chorych. Rozwiązań może być mnóstwo i nie to miejsce, żeby je opisywać szczegółowo. A państwo na wystawionych przez doktorów fakturach, bo bez nich nie ma zwrotu, zyska kilka złotych podatku i zlikwiduje kolejną szarą strefę.

Jedno jest pewne: system już nie jest chory. System umarł i żeby nie śmierdział, trzeba go pochować i zbudować nowy. I to jest zadanie dla nieodległego rządu dzisiejszej opozycji.

Bo obecna władza dała 500+ i powiedziała: system opieki zdrowotnej umarł? To niech sobie śmierdzi. Przecież masz 500+ .

Jan Orgelbrand

Na zdrowie

Jan Kochanowski

Szlachetne zdrowie,

Nikt się nie dowie,

Jako smakujesz,

Aż się zepsujesz.

Tam człowiek prawie

Widzi na jawie

I sam to powie,

Że nic nad zdrowie

Ani lepszego,

Ani droższego;

Bo dobre mienie,

Perły, kamienie,

Także wiek młody

I dar urody,

Miejsca wysokie,

Władze szerokie

Dobre są, ale –

Gdy zdrowie w cale.

Gdzie nie masz siły,

I świat niemiły.

Klejnocie drogi,

Mój dom ubogi

Oddany tobie

Ulubuj sobie!

No Comments Yet

Comments are closed

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank