Na SORze w Grodzisku

Hanna Laffra

Jest już prawie wrzesień. Mija ponad rok od naszego przybycia do Polski. Czas płynie szybko. Jest nam tu bardzo dobrze, ale wypadki, które miały ostatnio miejsce już nie były takie miłe. Zaczęło się na początku lata od pnia drzewa, który spadł na stopę mojego męża. Pojechaliśmy do miasta, do przychodni, aby wykonać zdjęcia rentgenowskie, gdyż stopa była mocno posiniaczona i spuchnięta.

Wypadek, i co teraz?

Wtedy zaczęło się nasze doświadczenie z polskim światem medycznym, a desperacko potrzebowaliśmy jego pomocy. Dodatkowo mój mąż, z powodu bólu stopy ześlizgnął się ze schodów, po czym nie mógł dłużej siedzieć, stać, chodzić i odczuwał coraz większy ból. Po dwóch dniach nasze środki przeciwbólowe już nie działały i mając w perspektywie nadchodzący weekend postanowiliśmy pójść do lekarza. Od przyjazdu do Polski był to nasz pierwszy kontakt z tutejszą służbą zdrowia. Ponieważ był to jeszcze okres wakacji zapisani zostaliśmy na popołudnie. Korzystając z aplikacji do tłumaczenia na naszym telefonie, wyjaśniliśmy lekarzowi co się stało. Lekarz skierował nas na zdjęcie rentgenowskie dolnej części pleców tego samego dnia, ale niestety nie mogliśmy znaleźć żadnej czynnej po południu placówki z RTG, więc udaliśmy się po pierwszą pomoc do szpitala.

Szkoda, że jeszcze nie znamy polskiego

Niestety, prawie nikt nie był w stanie rozmawiać z nami po angielsku. My rozumiemy już trochę polski, ale mówienie to inna sprawa… (Naprawdę wybieram się na naukę polskiego tej zimy, ale nie wiem tylko czy są takie kursy w Grodzisku?) Zadzwoniłam więc po pomoc i nasza przyjaciółka Ewa zgodziła się nam towarzyszyć i służyć za tłumacza. Właśnie się rejestrowaliśmy na SOR, kiedy przyjechała i ostrzegła nas, że musimy przygotować się na długie czekanie.

Rzeczywiście długo czekaliśmy, ale po paru godzinach mogliśmy wejść do gabinetu lekarza, który na szczęście mówił dobrze po angielsku. Zaordynował kroplówkę i mój mąż natychmiast odczuł ulgę od bólu. Potem należało zrobić zdjęcie rentgenowskie i gdyby ból nadal trwał, a wynik zdjęcia był zły, mąż miałby zostać w szpitalu. W ogóle nie braliśmy tego pod uwagę. Na szczęście ból przeszedł szybko, a wynik prześwietlenia nie wskazywał na uszkodzenia kręgów.

Wróciliśmy więc do domu o 22-giej, po 8-miu godzinach czekania na SOR. To był dla mnie trudny dzień.

Osiem godzin na SOR

Po 2 tygodniach musieliśmy wrócić do ortopedy na badanie kontrolne, ale ten lekarz w ogóle nie mówił po angielsku, a także nie chciał rozmawiać przez telefon z naszymi tłumaczami. Poprosił jednak kogoś o pomoc w języku angielskim i tak się porozumieliśmy. 

Za 6 tygodni musimy znowu wrócić, ale udamy się tam z naszą synową jako tłumaczem.

Szczerze mówiąc, na szczęście nie miałam doświadczenia z oddziałem pierwszej pomocy w holenderskich szpitalach. Naprawdę nie wiem jak długo trzeba tam czekać, ale wiem, że w naszej służbie zdrowia jest wielu lekarzy pracujących jednocześnie, więc może to wszystko trwałoby krócej.

    Nie sądziłam, że przyjdzie nam spędzić 8 godzin w szpitalu w Grodzisku, a wiem dodatkowo, że niektórzy czekali tam wówczas nawet 10 – 11 godzin. Może to też dlatego, że jak się wydaje, wiele osób z Warszawy i okolic przyjeżdża do szpitala w Grodzisku, ponieważ są tu dobrzy lekarze. To znowu uspokaja, bo kiedy nadejdzie Twoja kolej, zdiagnozują Cię dobrze i zaopiekują się należycie.

Na szczęście mój mąż znów dobrze sobie radzi, może znowu wykonywać różne dziwne prace, ponieważ to jest jego największe hobby. Mam nadzieję, że wypadki się nie powtórzą.

Hanna Laffra,
tłumaczenie z angielskiego Ewa Śnieżek

No Comments Yet

Comments are closed

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank