Nowe Miasto nad Utratą?

Czy możliwe jest aby na zielonych łąkach nad Utratą, zasypanych gruzem budowlanym, powstało miasto na 10 000 mieszkańców? Czy możliwe jest stworzenie, alternatywnej dla urbanizacji, wizji zagospodarowania terenów nad Utratą? Czy nie warto myśleć o ratowaniu ostatniej, graniczącej od zachodu z metropolią warszawską enklawy leśnej i rzecznej? Zagospodarowaniu jej dla dobra ogólnego, jako inwestycji w zdrowie i kulturę?

Niejako równolegle do tematu „Paszkowianki” przedstawianego w poprzednim numerze, pojawia się w dyskusjach temat planowanego miasteczka na nadrzecznych łąkach, w miejscu, gdzie przyszła „Paszkowianka” przekracza Utratę. Miasteczko lub właściwie całkiem spore miasto miałoby powstać w ramach rządowego projektu MieszkaniePlus. Jak donosi Puls Biznesu, do końca roku zamiast obiecanych przez premiera Morawieckiego 100 000 mieszkań o niskim czynszu powstanie ich może 1000. Czyżby w Nadarzynie planowano przełamania impasu? Dlaczego właśnie tu?

Apetyt deweloperów

W roku 2007 SGGW chciała sprzedać 130 ha rozległego kompleksu tzw. Pól Komorowskich w gminie Michałowice z przeznaczeniem na osiedle mieszkaniowe. Budowa osiedla oznaczałaby podwojenie liczby mieszkańców Komorowa. Komorowianie zaprotestowali energicznie i skutecznie, w roku 2009 minister skarbu zablokował sprzedaż tych terenów, a w projekcie studium zagospodarowania zapisano tam zieleń.

Obecnie, choć media lokalne ostrzegają, nie słychać wielkich protestów w gminie Nadarzyn, gdzie rozważana jest realizacja osiedla mieszkaniowego na 10 000 mieszkańców w ramach projektu Mieszkanie+. To praktycznie byłby Nadarzyn bis w postaci miasta o gęstej zabudowie wielorodzinnej. Nie chodzi o samą kwestię szkoły czy przedszkola, których budowę obiecuje deweloper. To kwestia dostępu do lekarza i wielu innych usług publicznych. To kwestia skokowego wzrostu ruchu samochodowego w gminie. Tak znaczny wzrost liczby mieszkańców w stosunkowo krótkim okresie stworzyć może wiele problemów dotychczasowym mieszkańcom gminy Nadarzyn.

fot mieszkanieplus.org
fot mieszkanieplus.org

Również, co ważne w dłuższej perspektywie, tak ogromny projekt mieszkaniowy w tym właśnie miejscu odbierze obecnym mieszkańcom gminy Nadarzyn oraz jej sąsiadom cenny przyrodniczo i kulturowo krajobraz zielonej doliny Utraty. Cały zysk, pochodzący z wartości tego krajobrazu, powędruje do kieszeni dewelopera. Mieszkańcy Strzeniówki, Nadarzyna, Walendowa zobaczą dopiero na reklamowych bilbordach przy drodze S8 to, co właśnie bezpowrotnie utracili.

Ambicje Samorządu

Samorząd Nadarzyna tego ostatniego argumentu w ogóle chyba nie widzi. Od lat teren nad Utratą przeznaczony był w Planie Zagospodarowania Przestrzennego na budownictwo wielorodzinne. Pewnie dlatego granica Warszawskiego Obszaru Krajobrazu Chronionego potulnie “ugięła” się, pod działaniem tajemniczej siły właśnie na działce 986 nad Utratą.

W rezultacie powstał taki paradoks: łąki i lasy otaczające działkę 986 leżą w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu – zaś działka nad Utratą stanowi wśród nich samotną niechronioną wyspę…  Jeśli mówimy o krajobrazie, to chyba dość istotny błąd logiczny?

Funkcją Obszaru Krajobrazu Chronionego jest między innymi ochrona “gruntów o wzmożonym naporze urbanizacyjnym, posiadających szczególne wartości przyrodnicze”. Działka 986 stała się w ten sposób enklawą pośród terenów objętych taką ochroną – enklawą, sąsiadującą poprzez koryto Utraty z Zespołem Przyrodniczo-Krajobrazowym wsi Komorów. „Wzmożony napór urbanizacyjny” zadział tu zatem wyjątkowo skutecznie, wbrew twórcom koncepcji Obszaru Krajobrazu Chronionego. Jest to intrygująca zagadka.

Prawdziwą zagadką jest jednak skala planowanego przedsięwzięcia – osiedla na 10 000 mieszkańców. Określenie „osiedle” jest tu mocnym eufemizmem – niedalekie miasto Brwinów ma niewiele więcej, bo 13  500 mieszkańców, Mszczonów liczy ich „zaledwie” 6 400. Teren nad Utratą, dostępny według PZP dla budownictwa wielorodzinnego (działki 986 i 993/1), to około 0,31 km2. Pomieszczenie na tym obszarze 10 000 mieszkańców oznacza gęstość zaludnienia równą 32 258 mieszkańca/km2 – bo liczy się ją w odniesieniu do jednego kilometra kwadratowego. Warszawa ma gęstość 3 411 mieszkańca/km2, Manhattan – 27 826 mieszkańca/km2

O co tu chodzi?!

Wójt gminy Nadarzyn bagatelizuje sprawę, twierdząc, że gminy i tak nie stać na szybkie uzbrojenie terenu dla tak dużego przedsięwzięcia – czego oczekuje ewentualny inwestor. Jednak w obecnych czasach walki z impossybilizmem, kiedy każdy obrót sprawy jest możliwy przy odpowiednim lobbowaniu, mieszkańcy Nadarzyna i obszarów przyległych powinni zachować czujność.

Miasto na gruzie na bagnie…

Dużą część powierzchni działki 986 stanowiły oryginalnie grunty organiczne, podmokłe, występujące w pasie przy właściwym korycie Utraty i przy lesie.

Kilka lat temu natomiast cała działka pokryta została kilkumetrowej miąższości gruntem nasypowym o charakterze gruzu budowlanego. Pytanie, czy tego typu podłoże może w ogóle być brane pod uwagę jako grunt budowlany, pozostaje otwarte.

Biorąc pod uwagę wszystkie te niekorzystne czynniki, może istotnie okazać się, że proces planowania inwestycji utknie na lata, ale takie grunty – z takim Planem Zagospodarowania Przestrzennego będą zawsze stanowić pokusę.

Zarobić na krajobrazie

A tymczasem na tym konkretnym krajobrazie, w tym konkretnym miejscu zarobić można w całkiem inny sposób. Jest to jednak sposób nieporównywalnie trudniejszy niż stawianie czynszowych bloków, wymagający wysiłku intelektualnego i organizacyjnego, a korzyści generowane są tylko częściowo w sferze finansowej.

Może on natomiast rozsławić Nadarzyn nie tylko na Mazowszu – ale w całej Polsce i przynieść gminie wiele korzyści.

Aby należycie zaprezentować tę wizję miejscowemu samorządowi, należałoby zaprosić wójta Zwolińskiego na spacer wrześniowym mglistym porankiem po łąkach nad Utratą, a potem wspólnie odwiedzić Muzeum Starożytnego Hutnictwa w Pruszkowie. Tam, gdzieś w piwnicach muszą być złożone obrazy dioram poprzedniej ekspozycji muzeum przedstawiające jesienny krajobraz nadrzecznych łąk ostatnich stuleci przed naszą erą i grupy ludzi zajętych nie łowiectwem, nie hodowlą – ale wielkoskalową na ówczesne czasy produkcją przemysłową: hutnictwem żelaza, produkcją broni i narzędzi na potrzeby dużej części świata barbarzyńskiego północnej Europy.

Takich ośrodków produkcyjnych w Europie było wówczas kilka – ale tylko dwa z nich rozwinęły się na dużą skalę, oba w dorzeczu Wisły – ośrodek świętokrzyski i mazowiecki. Ten pierwszy, największy z nich i świetnie udokumentowany, zyskał współcześnie wspaniałą oprawę rekonstrukcyjną, która przyciąga do Nowej Słupi rzesze turystów nie tylko podczas słynnej imprezy plenerowej “Dymarki Świętokrzyskie”.

Dymarki, fot K. Pęczalski
Dymarki, fot K. Pęczalski

Obszerne pawilonowe Muzeum Starożytnego Hutnictwa przedstawia wiele aspektów technologii wytopu i przerobu żelaza, natomiast w atmosferę i kulturę świata antycznego przekonywająco wprowadza Osada Starożytna, w której zobaczyć można różnego typu budowle drewniane, pieczołowicie zrekonstruowane na podstawie przekazów archeologicznych. W lecie Osada często gości grupy rekonstrukcyjne, które ją ożywiają i sprawiają, że iluzja przeniesienia w czasie jest kompletna.

Niesłabnącym zainteresowaniem odwiedzających cieszą się pokazy wytopu żelaza w piecach polowych, dymarkach. Przedsięwzięcie, rozwijane od dziesięcioleci, stało się wizytówką regionu świętokrzyskiego i źródłem dochodów gminy Nowa Słupia.

Park Historyczno-Przyrodniczy – Zielona Dolina Utraty

Mazowieckie centrum metalurgiczne z przełomu er, prezentowane wspaniale przez Muzeum w Pruszkowie, nie posiada żadnej reprezentacji plenerowej. Można myśleć o tym z żalem – ale można też potraktować to jako szansę. Szansę na stworzenie przedsięwzięcia generującego połączony system korzyści finansowych i kulturowych przy współpracy sektora prywatnego i publicznego.

W miejscu idealnym – na śródleśnych łąkach nad Utratą. W miejscu oddalonym o zaledwie tysiąc metrów od węzła Paszków drogi S8, łączącej z Warszawą i z resztą Polski, obok potężnego kompleksu wystawienniczego Ptak Expo, odwiedzanego regularnie przez rzesze gości.

Większa część tego fragmentu doliny Utraty leży na terenie gminy Michałowice, dla której nadrzeczny pas stanowi tak czy owak rezerwę dla rekreacji. To miejsce na infrastrukturę lekką – ścieżki spacerowe i przyrodnicze z pomostami przekraczającymi koryto i rozlewiska Utraty, trasy rowerowe, narciarskie trasy biegowe, szlak konny, trasę kajakową.

Grunty gminy Nadarzyn pomieścić mogą natomiast obiekty kubaturowe i usługowe: pawilony muzealne i wykładowe, ośrodek konferencyjny z motelem, sklepy, bary, restauracje, wypożyczalnie sprzętu sportowego i rekreacyjnego (rowery, kajaki, narty). Gdzieś pomiędzy mogłoby znaleźć się miejsce na zwierzyniec, czy wypas kulturowy i ośrodek jazdy konnej.

Marzenie. Marzenie to pierwszy krok do realizacji. Wspólny projekt gmin Nadarzyn i Michałowice oraz powiatu pruszkowskiego ze wsparciem samorządu województwa mazowieckiego, współfinansowany przez Fundusze Europejskie, realizowany konsekwentnie mógłby sprawić, że cały odcinek Zielonej Doliny Utraty pomiędzy Parkiem Potulickich w Pruszkowie a Paszkowem zostałby etapami zagospodarowany dla turystyki lokalnej i regionalnej z centrum w rejonie Wolicy.

Urocza iluzja – „Miasteczko Galicyjskie”

Jestem wielkim miłośnikiem Sądecczyzny, jej walorów krajobrazowych i kulturowych. Na skraju Nowego Sącza, na stokach pokrytego częściowo lasem wzgórza znajduje się Sądecki Park Etnograficzny – jeden z piękniejszych skansenów w Polsce.

Kiedy kilkanaście lat temu dowiedziałem się o planie zbudowania po przeciwnej stronie wzgórza rekonstrukcji zabudowy małomiasteczkowej – tak zwanego „Miasteczka Galicyjskiego”, pomyślałem, że to kiepski pomysł. Budowanie za ciężkie pieniądze atrapy, podczas gdy w odległości kilku kilometrów w górę Dunajca leży autentyczne, wiernie zachowane prawdziwe miasteczko „galicyjskie” – Stary Sącz, uznałem za niepotrzebną fanaberię.

Myliłem się. Projekt „Miasteczko Galicyjskie” zrealizowany w roku 2010, za 21 milionów zł, w tym prawie połowa z Funduszy Europejskich, nie przypomina w niczym atrapy! Jest doskonałą, pełną cennych detali, wartościową i żywą iluzją.

Rekonstrukcja pokrytego kocimi łbami rynku i kilku uliczek ze sklepami, warsztatami i urzędami, uzupełniona o kawiarnię i zajazd podróżny, pełni z sukcesem rolę dydaktyczną, kulturową i komercyjną. Na obszernym parkingu zatrzymują się stale autobusy wycieczkowe i samochody osobowe z rodzinami.

Na drugim biegunie takiej przestrzennej, krajobrazowej atrakcji turystycznej znajdują się projekty komercyjne, jak na przykład Park Jurajski w Bałtowie, gdzie edukacja przyrodnicza jest tylko pretekstem do dobrej zabawy.

Park Jurajski w Bałtowie położony na 140 hektarach łąk nad rzeką Kamienną i odwiedzany przez 400 000 turystów rocznie to wyjątkowe w swej skali i zapewne kontrowersyjne przedsięwzięcie, ale wskazuje innym inwestorom obszerny katalog sprawdzonych atrakcji turystycznych do wykorzystania w bardziej kameralnych projektach.

Zastanówmy się: mamy cenne dziedzictwo historii, mamy atrakcyjną oprawę przyrody, mamy doskonałą komunikację. Za dziesięć, może piętnaście lat Zielona Dolina Utraty może stać się drugą, po Żelazowej Woli, destynacją turystyczną w bliskim sąsiedztwie Warszawy.

Sławomir Kubisa, SK

No Comments Yet

Comments are closed

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank