Nauczyciele stracili cierpliwość

Zapowiadany przez ZNP na 8 kwietnia aż do odwołania strajk nauczycieli poruszył wiele środowisk, ale przede wszystkim nauczycieli, rodziców i uczniów.

Nauczyciele to ludzie z wyższym wykształceniem, z podyplomowymi studiami pedagogicznymi, szkolący się podobnie jak lekarze w różnych dziedzinach na kursach opłacanych z własnych kieszeni. To ludzie, którzy przechodzą wiele etapów awansu zawodowego, wymagających ciągłego kształcenia, zdobywania praktycznych umiejętności, a kończących się trudnym komisyjnym egzaminem.

Zarobki nauczycieli nigdy nie były satysfakcjonujące, ale próby ich podwyższenia były zakrzykiwane i lekceważone. Nauczyciel pomimo to nigdy nie zatrzaskiwał drzwi za sobą, był zawsze do dyspozycji szkoły nawet w wakacje.

W końcu jednak miarka się przebrała i również nauczyciele postanowili zawalczyć o godne zarobki.

Co na to rządzący?

Przypominają, że nauczyciel ma mniej godzin pracy na pełnym etacie, ale nie zdają sobie sprawy, jak wiele godzin każdy nauczyciel musi poświęcić po pracy na: ustawiczne doskonalenie umiejętności, szkolenia, przygotowanie do lekcji, sprawdzanie klasówek, zebrania, a także codzienne i o różnych porach kontakty z uczniami i rodzicami. Również na kilkudniowe wycieczki, pracę w komisjach egzaminacyjnych i wreszcie dyżury na przerwach.

Wypominają, jak to dobrze mają nauczyciele, bo mają wakacje. Tylko nikt nie pomyślał, że te wakacje są latem, kiedy wszędzie jest tłok i jest najdrożej, a nauczyciel nie ma szans wziąć urlopu w trakcie roku szkolnego, a nawet pojechać do sanatorium. Ponadto w wakacje są też dyżury i egzaminy poprawkowe.

Rząd próbuje podzielić środowisko nauczycielskie i napuszcza rodziców na nauczycieli, twierdząc, że żadanie podwyżki płac to sprawa polityczna, a nie bytowa. Jednak jeżeli popatrzymy od strony 700-tysięcznej grupy nauczycieli, to zobaczymy wielką niesprawiedliwość. Nauczyciele rozproszeni po kraju w swoich szkołach nigdy nie mieli szansy wspólnie zakrzyknąć wielkim głosem, że są niedoinwestowani, niejednokrotnie pracują na przestarzałym sprzęcie i zarabiają mniej niż kasjerki w supermarketach.

Jak reaguje ZNP?

Przyglądając się, jak kolejne grupy zawodowe otrzymują podwyżki po akcjach protestacyjnych, ZNP wsłuchany w głosy ze szkół też zdecydował się wystąpić w obronie nauczycieli. Żądania płac o 1000 zł wyższych nie są wygórowanymi. ZNP zapowiada, że nie będzie negocjacji, a kwota ta jest ostateczna.

Nauczyciele od lat nie otrzymywali godziwych podwyżek, a słowa ministra Krzysztofa Szczerskiego, że zamiast protestować nauczyciele powinni postarać się o następne dziecko, są żenujące, upokarzające i uwłaczające godności człowieka.

Związki władzy

Nauczycielska „Solidarność” liczy prawie trzy razy mniej członków niż ZNP i Forum Związków Zawodowych, ale jest ona podporą partii PiS. Władza szczuje na siebie nie tylko grupy społeczne, ale też związki zawodowe. Odsuwa od siebie odpowiedzialność za desperację nauczycieli i za napięcie strajkowe obwinia Sławomira Broniarza, przewodniczącego ZNP twierdząc, że nie obchodzą go uczniowie ani nauczyciele tylko prowadzi grę polityczną i chce obalić rząd. Taką właśnie rewelację podały Wiadomości TVP. Powiało grozą, bo oznacza to, że słabo opłacani nauczyciele, na których barkach spoczywa wielka odpowiedzialność za wychowanie i edukację dzieci i młodzieży traktowani są jak antyrządowi rebelianci…

Dwa programy na dwie zmiany

Otóż nauczyciele gimnazjów publicznych i liceów gremialnie zapisują się do ZNP, aby wziąć udział w strajku pod szyldem Związku. Uważają, że trzeba być przygotowanym na strajk. Wszyscy uważają, że strajk musi się odbyć w czasie egzaminów, ponieważ tylko mocne uderzenie poruszy MEN, które już zapowiada, że nie boi się strajku.

Nauczyciele liceów czekają zaś z wielką niepewnością i strachem na nabór, a potem na nowy rok szkolny, gdy dwa roczniki uczniów będą musiały pomieścić się w salach jednego rocznika. Ponadto te dwa roczniki będą musiały pracować na dwóch różnych programach cztero- i trzyletniego liceum. Nauczycieli czeka więc podwójna praca z dwoma programami jednocześnie, prawdopodobnie na dwie zmiany.

Nieprzemyślana reforma PiS-u zdemolowała system edukacji na co najmniej 3 lata. A więc w żadnym wypadku nie można pozostawić nauczycieli bez pomocy i wsparcia w ich słusznych żądaniach.

A co szkołach niepublicznych?

Nauczyciele liceów społecznych i prywatnych podczas dni otwartych widzą zdenerwowanie rodziców zaistniałą sytuacją, są zdziwieni i zaniepokojeni rosnącym zainteresowaniem szkołami niepublicznymi, które nie będą w stanie podołać niespotykanej dotąd ilości chętnych. Uczniowie i rodzice szukają ratunku w tych szkołach, stracili bowiem zaufanie do szkolnictwa państwowego, w którym w nadchodzącym roku szkolnym zapowiada się chaos i wielkie zamieszanie z powodu zderzenia się dwóch roczników uczniów z gimnazjum i ze szkoły podstawowej.

Co rodzice sądzą o strajku?

Rodzice boleją nad zaistniałą sytuacją w szkołach, ale znaczna część rodziców rozumie, że nauczyciele są na rozdrożu, że mało zarabiają, a czeka ich ciężka praca w związku z reformą, że też chcą żyć spokojnie, utrzymać rodzinę i mieszkanie. Oto co mówią:

Uważam, że nauczyciel to osoba, która ma ogromny wpływ na nasze dzieci, spędza z nimi niejednokrotnie o wiele więcej czasu niż my, rodzice pochłonięci pracą. Nauczyciele nie powinni być rozgoryczeni i sfrustrowani, ale godnie żyć i zarabiać. Trzymam kciuki za skuteczność strajku i życzę powodzenia, bo wiem, że im więcej wywalczą dla siebie, tym lepiej dla mojego dziecka.

Rodzice ponadto uważają, że płaca nauczyciela jest miernikiem jakości szkoły, że dobrze opłacani nauczyciele będą poszukiwać etatów w szkole, a nie rozglądać się za inną pracą czy pracować w wielu szkołach kosztem zdrowia, sił i zaangażowania.

Poparcie dla żądań podwyżek płac jest powszechne i nieprawdą jest, że rodzice czy nawet dyrektorzy szkół są przeciwni.

Premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla TVN24 apelował: – Bardzo bym sobie życzył, by protest nie miał miejsca.

Kolejna mama uważa, że rząd nie dopuści do strajku w czasie egzaminów i w porę spełni słuszne życzenia ZNP, że nie dojdzie do strajku, bo wszyscy wspierają nauczycieli, a rząd nie strzeli sobie w kolano, lekceważąc szkoły i ich pracowników.

Nauczyciele też mają swoje życzenia, szczególnie gdy wszystko drożeje, a pieniędzy w państwowej kasie, jak twierdzi premier, jest w bród.

Do 25 marca w placówkach oświatowych zostało przeprowadzone referendum. Nauczyciele zdecydowali, czy wziąć udział w masowym, legalnym proteście na tle płacowym.

Co do terminu strajku jedna z matek twierdzi, że jest to najlepszy termin, bo grupą najbardziej pokrzywdzoną są uczniowie, na których będą eksperymentować rządzący w kolejnym roku szkolnym. Może trudności uczniów będą bardziej przemawiać niż trudności nauczycieli, bardziej zwrócą uwagę na problem i przyspieszą decyzję spełnienia żądań nauczycieli.

– Zdajemy sobie sprawę, że nasz protest może wiązać się z pewnymi trudnościami dla Was i Waszych dzieci. Prosimy jednak o wyrozumiałość. Mamy wspólny cel: jest nim dobra edukacja. A dobrej szkoły nie stworzymy bez dobrych i godnie opłacanych nauczycieli. Protestujemy, bo zależy nam na przyszłości edukacji! – przekonuje Związek Nauczycielstwa Polskiego.

– Natomiast ta – niestety – dziś brutalna rzeczywistość pokazuje, że nasze pikiety, marsze, manifestacje poza hejtem nie spotkały się z żadną reakcją ze strony rządzącej – komentuje szef ZNP.

Ewa Śnieżek, ES

No Comments Yet

Comments are closed

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank