Nowe Grocholice – wyrok

Państwo zawodzi – mieszkańcy zapłacą?

W Gminie Raszyn i sąsiedniej Gminie Michałowice skutki II wojny światowej trwają do dziś. Przekonałem się o tym, będąc radnym w latach 1990 – 1994. Jednym z takich skutków jest sprawa znacjonalizowanego na podstawie dekretu PKWN majątku rodziny Grocholskich.

Historia trwa

Wydany w 1948 roku dekret, według byłych właścicieli i reprezentujących ich kancelarii prawnych, wydany został z naruszeniem prawa, ponieważ już przed wojną majątek został podzielony na działki budowlane i nie podlegał dekretowi, na podstawie którego państwo przejmowało majątki rolne.
Rodzina Grocholskich odwoływała się od decyzji już w 1948 roku do Ministra Rolnictwa i Reformy Rolnej, ale bezskutecznie. Wtedy byli właściciele zrezygnowali z odwołania do sądu. Po latach część rodziny ponownie zwróciła się do ministra o uchylenie decyzji z 1948 roku. I ku zaskoczeniu osób, które uważały, że istnieje reguła tzw. powagi rzeczy osądzonej, wobec braku odwołania w czasie, kiedy postępowanie trwało, minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi wszczął postępowanie administracyjne zakończone w 2010 decyzją uchylającą tę poprzednią z 1948 roku.
Uznano, że decyzja została wydana z błędami i jest nieważna z mocy prawa. Oczywiste było, że od tej decyzji odwołały się gminy, zagrożone uchyleniem decyzji z roku 1948. Podstawą odwołania było przekonanie, że nastąpiły trwałe skutki prawne i formalne tamtej decyzji w postaci sprzedaży przez Skarb Państwa, zasiedzeń i zabudowy większości tego terenu.

Niespodzianka w trakcie grilla

Trudno było sobie bowiem wyobrazić, że nagle podczas rodzinnego grill’a na działkę posiadającą księgę wieczystą wchodzi potomek hrabiny Grocholskiej z geodetą i zaczyna na niej wykonywać pomiary. Ewentualny dawny błąd państwa miałby w ten sposób obciążać mieszkańców i gminy.
Po wyroku sądu administracyjnego sprawa wróciła do ministerstwa, które w 2013 roku wydało podobnej treści decyzję poszerzoną o… objęcie jej skutkami właścicieli i władających obecnie tymi gruntami. Taka decyzja musiała wzburzyć opinię publiczną, bo nagle coś, co było ciekawostką prawniczą, stało się zagrożeniem lub utrudnieniem dla setek ludzi w naszej gminie i tysięcy w gminie sąsiedniej. Natychmiast powstały dwa stowarzyszenia mieszkańców, które zmusiły władze gmin do pomocy.
W Michałowicach odbyło się to przy dużej współpracy samorządu. U nas początkowo wójt Andrzej Zaręba próbował bagatelizować problem i robił zarzut organizatorom w osobach Sławomira Haczkura, Justyny Słomian i autora tego artykułu, że wykorzystują sprawę do celów politycznych. Do tego chyba na samym początku nie rozumiał problemu prawnego. Dowodem na to były wypowiedzi, że przecież sprawa odszkodowań za nacjonalizację obciąża Skarb Państwa. Owszem obciąża, ale nie w wypadku udowodnienia, że decyzja była nieważna z mocy prawa w dniu jej wydania.
Po zrozumieniu tego prawnego kazusu i wobec dużego społecznego protestu wójt Andrzej Zaręba musiał włączyć się w całą sprawę. Dla mnie było to dziwne, bo to w stosunku do samorządów spadkobiercy Grocholskich mieli i mają największe roszczenia finansowe. Dzięki wspólnej akcji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wpłynęło około… 1600 skarg gmin i mieszkańców. Wierzyliśmy, że sąd spojrzy na sprawę nie tylko od strony przepisów, ale również interesu społecznego ludzi. Niestety wyrok był niekorzystny dla nas wszystkich.

Uwaga! Odszkodowania

Po tym wyroku adwokaci spadkobierców złożyli wnioski do sądu cywilnego o zabezpieczenie środków od gmin i Skarbu Państwa na odszkodowania. Roszczenie wobec gminy Raszyn przekroczyło łącznie 1,2 mld zł. Od wyroku WSA odwołało się w trybie skargi kasacyjnej kilka osób, obydwie gminy i w sprawę włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich. Ogłoszenie wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego odbyło się w dniu 22 listopada 2018 roku, czyli dzień po wyborach samorządowych. I tu mieliśmy więcej zrozumienia. Pomimo uznania skarg osób władających, gminy Raszyn i RPO za bezzasadne, sąd uznając zasadność pozostałych, nie tylko uchylił wyrok WSA, ale również decyzję Ministra z 2013 roku. W  obrocie prawnym brak również decyzji z 2010 roku. No i oczywiście zawieszone zostały wnioski o odszkodowania.
Z punktu widzenia indywidualnych właścicieli i władających gruntami Nowych Grocholic sytuacja jest lepsza, bo nie są stroną tego postępowania. Obawiam się jednak, że i tak gminy będą prędzej czy później jakieś odszkodowania w zakresie gruntów skomunalizowanych wypłacać. Jak gminy będą płacić, to i tak będzie to robione z naszych kieszeni.
Również stanowisko sądu rejonowego w Pruszkowie, przedstawione przy pierwszym do wyroku NSA wniosku o odwieszenie zasiedzenia działki w Nowych Grocholicach, jest niejednoznaczne dla wnioskodawców. Na kilka wniosków o odwieszenie spraw dotyczących stwierdzenia zasiedzenia jeden oddalono, a w kilku sąd zwrócił się o uzupełnienie dokumentacji. Może ruszą?

Coś pozytywnego

Dzisiaj widać już kilka pozytywnych aspektów tego kryzysu prawnego. Pierwszy to działanie obywatelskie – powołanie Stowarzyszenia Społecznego Komitetu Obrony Mieszkańców Nowych Grocholic, który skutecznie zmusił do działania wójta. Drugi to brak społecznej zgody na obciążanie skutkami działania państwa zwykłych mieszkańców.
Trzeci to taki, że w związku ze znacznie większą skalą problemu u naszych sąsiadów pewność, że oni zrobią wszystko, aby obronić swoich mieszkańców.
Kolejny to ten, że dziś już wójt Andrzej Zaręba nie próbuje bagatelizować problemu i twierdzić, że ludzie zajmujący się sprawą mieszkańców nie znają się na przepisach prawa i że to akcja polityczna.
Ja ze swojej strony, Sławka Haczkura i Justyny Słomian mogę tylko zadeklarować, że nie odpuszczamy i będziemy mieszkańcom pomagać tak, jak do tej pory. Tę II wojnę światową trzeba w naszej gminie zakończyć bez ofiar i dalszych strat dla mieszkańców.

Jacek Wiśniewski (JW)

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank