Na miejscu było widać spokój

Relacja z pożegnania prezydenta Adamowicza

Chcieliśmy pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza – dzień przed pogrzebem. 18 stycznia, trumna była wystawiona w Europejskim Centrum Solidarności. Ponieważ jesteśmy z okolic Warszawy, większość wydarzeń począwszy od tragicznego finału Wielkiej Orkiestry w Gdańsku, oglądaliśmy w TV oraz Internecie.
Pożegnanie prezydenta rozpoczęło się dzień wcześniej – w czwartek 17 stycznia – od uroczystej sesji rady miasta Gdańska wszystkich kadencji, która odbyła się w Dworze Artusa. Sesję rozpoczęła minuta ciszy w hołdzie zmarłemu. Uchwała podjęta przez radę miasta głosi: „Sprzeciwiamy się przemocy w każdej formie bez względu na motywacje, jakie mogą powodować jej sprawcami. Będziemy konsekwentnie potępiali wszelkie akty terroru i nienawiści niezależnie od tego, kto będzie za nimi stał”. W ECS wystawiono trumnę z ciałem o godz. 17. Była tam przez całą dobę. Tam właśnie skierowaliśmy się w piątek po przybyciu do Gdańska.

Europejskie Centrum Solidarności

Nie byłoby tego dnia problemu ze zlokalizowaniem ECS – większość pieszych kierowała się właśnie tam. Spodziewałem się większej liczby ludzi oczekujących na możliwość pożegnania pana prezydenta, jednak to, co zobaczyłem, zaskoczyło mnie. Kolejka wijąca się od słynnej bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej (ECS znajduje się tuż za nią) przez co najmniej 500 metrów, chociaż mam wrażenie, że dłużej. Powolne przesuwanie się trwa około półtorej godziny. Okazuje się, że to i tak dość szybko, niektórym tego dnia oczekiwanie na wejście do ECS zajęło podobno nawet 2 godziny, a dzień wcześniej kolejka liczyła kilka kilometrów. Rozmowa przechodzi z tematu na temat, o wszystkim – PRL, polityka, Gdańsk, stocznia, rodzina prezydenta, czy obecna wiceprezydent zostanie kolejnym prezydentem, przyczyny ataku nożownika. Inni stoją i nic nie mówią. Każdy na swój sposób angażuje się w to, co się dzieje wokół.
Zaskakuje dobra organizacja na miejscu – zarówno wśród oczekujących (mimo długości kolejki wszyscy karnie w niej stoją, mimo że ciepło nie jest), jak i ze strony ECS – wolontariusze rozdają herbatę, przy bramie nr 2 stoi autobus miejski, w którym można się rozgrzać, przedstawiciel ECS ostrzega ludzi, którzy mają jeszcze jakieś 200 – 300 metrów kolejki przed sobą, że mogą nie zdążyć do wejścia. Straż miejska z policją zamknęły ulice wokół ECS, można więc stać na ulicach.

Stąd widać inaczej

Gdy się jest na miejscu, wiele rzeczy widać inaczej. Nie da się zrobić dobrego zdjęcia serca przed ECS (jest na skwerze przy Pomniku Poległych Stoczniowców), mimo próśb Redakcji – potrzebna byłaby chyba pięciometrowa drabina. Nie da się stać przed trumną, ile by należało, ponieważ za nami jeszcze wiele osób i wolontariusze poganiają. Nie widać momentu, gdy prezydenci miast biorą trumnę i wnoszą do bazyliki. Nie widać wielkości tłumu przed ECS podczas formowania pochodu.
Jest też element humorystyczny. Wychodząc z ECS, spotykamy… ekipę TVP. Reporter przepytuje osoby wychodzące, które nie bardzo mają ochotę na wywiad – w końcu mniej niż minutę wcześniej stały przed trumną. Nie ten moment. Jednak TVP osiąga zamierzony efekt – w oku kamery jest mało ludzi, wręcz pojedyncze osoby, mimo że z drugiej strony budynku są nadal setki ludzi oczekujących nadal na możliwość wejścia. Podobny manewr zastosowali podczas protestów przed Sądem Najwyższym – stali po przeciwnej stronie budynku niż wszyscy pozostali.
Większe emocje, jak widziałem m.in. po wpisach w mediach społecznościowych, przeżywają osoby oglądające przekaz tv, czytając relacje prasowe lub w Internecie. Na miejscu było widać spokój. Tłum ludzi, jakiego w Gdańsku nie widziałem (ale też nie bywam tam często) i cisza. Niektórzy rozmawiają, inni stoją i nic nie mówią. Podobny tłum widzę czasem np. latem na molo w Sopocie. Tam jest gwar. Tu była cisza. Obok stali chyba Anglicy, lekko podchmieleni, rozmawiający podniesionym głosem, nikt nie ma ochoty im zwracać uwagi. Po 15 minutach milkną. Ludzie stoją wzdłuż barierek, na tarasach kawiarń (ulica Piwna, więc ich dużo) i czekają. Znów – nie da się skupić na samym wydarzeniu, bo coraz zimniej. Czekanie doskwiera coraz mocniej. Nie ma więc tych uczuć, których doświadczają inni, jest spokój i smutek.
Jest też solidarność. Właściciel restauracji rozdaje oczekującym kawę i herbatę. Zostawiam pieniądze, odmawia. Znał prezydenta osobiście. Opowiada, gdzie mieszkał (niedaleko miejsca, w którym jesteśmy), a trasa pochodu wiedzie przez miejsca z nim związane. Pochód mija I  Liceum Ogólnokształcące i prowadzi w pobliżu Szkoły Podstawowej nr 50, do których uczęszczał. Mija też kościół św. Mikołaja, gdzie został ochrzczony oraz plac z pomnikiem Jana III Sobieskiego, gdzie prezydent uczestniczył w manifestacjach Ruchu Młodej Polski.
Nieznający się ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać. Wymieniają uwagi, czemu przyszli pożegnać prezydenta, dlaczego to dla nich ważne. Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi.

„The sound of silence”

W końcu, po godzinie, pochód dociera na ulicę Piwną i kieruje się do bazyliki Mariackiej. Trochę nie pasuje jedna z osób w pochodzie – biskup. Związany raczej z obozem „dobrej” zmiany, przyjacielem zmarłego raczej nie był. Wygląda, jakby przeszedł przemianę – stwarzał wrażenie, jakby prowadził kondukt żałobny, wcześniej czuwał w szpitalu, w następnych dniach wypowiadał się pozytywnie o zmarłym, wzywał do jedności i zgody. Oby ta przemiana była trwała.

The sound of silence” w wykonaniu Disturbed puszczony podczas wiecu w poniedziałek 14 stycznia, dzień po zabójstwie prezydenta. Ktoś zaczyna rozmowę od pytania o ten utwór, która kończy się analizą niewykorzystanego – przez tragiczną śmierć – potencjału samorządowego i politycznego Pawła Adamowicza i zgody, że wszedłby do polityki krajowej jako silny gracz, może nawet prezydent Polski.

To zmieni naszą rzeczywistość?

Jest jednak poczucie obecności we właściwym miejscu, o właściwym czasie. Udziału w wydarzeniu, które będziemy wspominać wiele lat i które może zmienić naszą rzeczywistość. Już widać, że zmienia – szerokim echem odbił się marsz 1500 licealistów w Gdańsku kilka dni temu, czy zbiórka Patrycji Krzymińskiej – do „ostatniej puszki prezydenta”.
Szkoda jednak życia człowieka, Pawła Adamowicza, który jeszcze wiele mógł zdziałać. Na pewno nie był kryształowym człowiekiem. Był ludzki – wtedy gdy chodził z puszką WOŚP między ludźmi, nie uważając się za lepszego. Również wtedy, gdy nie umiał wyjaśnić niejasności finansowych czy nie ugiął się przed biednym człowiekiem, który prowadził głodówkę. Prezydent Adamowicz popełniał również błędy. Czyli – był człowiekiem, o panteonu świętych się może nie nadawać. Dzięki temu nadaje się jako inspiracja dla innych nie-świętych, którzy starają się mimo wszystko przeciwdziałać bierności własnej i innych.
Przysłowie mówi, że wielkość człowieka poznaje się po tym, ile osób przyszło na jego pogrzeb. Tego człowieka będzie nam brakowało.

Michał Kołak (MK)

Przedruk z Nasze Czasopismo *nr 02/2019*

Redakcja

redakcja@miastaiogrody.pl

Wydawca

stowarzyszenie@miastaiogrody.pl

Składki i darowizny

 38116022020000000367219228 MBank